niedziela, 1 czerwca 2014

You give me so much strength ...

Leżeliśmy tak oboje tuląc się wzajemnie do siebie. Hana zasnęła. Na szyi czułem jej miarowy oddech. Zastanawiałem się jak to jest możliwe, ze jedna kobieta jest w stanie dać mi tyle szczęścia? Miała w sobie coś, czego nie potrafiłem nazwać. Nigdy nikogo tak nie kochałem. Ba, nigdy nie kogo nie potrafiłabym pokochać równie mocno, jak kocham Ją. Każdego dnia, kiedy nie byliśmy razem myśl o niej pozwała przetrwać mi tę rozłąkę. Chciałem wrócić. Tak bardzo chciałem wrócić do domu i móc budzić się i zasypiać przy mojej ukochanej, a nie w jakichś melinach. Ale moja zakichana duma i honor mi nie pozwalały. "Piotr, byłeś idiotą. Cholernym idiotą. Ona tyle przez Ciebie wycierpiała, a przecież obiecałeś, że nie skrzywdzisz." Myśli biły się w mojej głowie.
W tym samym momencie Hana poruszyła się. Spojrzałem na Nią, otwierała powoli oczy. Tak  mi brakowało obserwowania Jej każdego ranka. Poczekałem aż się rozbudzi i przypomni sobie wszystko z wczorajszej nocy. Kiedy tylko popatrzyła na mnie, szeroko się uśmiechnęła. W odpowiedzi podniosłem się do pozycji półsiedzącej, zgarnąłem ją w swoje ramiona i pocałowałem zapalczywie. W dalszym ciągu strasznie za Nią tęskniłem, mimo że miałem ją teraz tylko dla siebie.
Oddała pocałunek co raz mocniej wpijając się w moje usta i przylegając do mnie całym swoim ciałem. Wplątałem dłoń w jej włosy. Nasze języki toczyły istną batalię. Drażniliśmy swoje podniebienia. Moja ręka wędrowała od pośladków Hany do kręgosłupa. Musiałem na nowo nauczyć się kształtu jej ciała. Całowaliśmy się tak dłuższy czas dając sobie do zrozumienia jak bardzo za sobą tęskniliśmy. Kiedy zabrakło Nam tchu oderwaliśmy się od siebie. W jednym momencie Hana przywarła do mojej klatki piersiowej. Wiedziałem, że tęskniła tak samo jak ja, wiedziałem, że ją zraniłem. Pocałowałem ją w czubek głowy.
- Tak bardzo Cię kocham. Tak bardzo przepraszam, że musiałaś cierpieć. Byłem kretynem. Hana, słyszysz? Obiecuję Ci i przysięgam na naszą miłość, że nigdy więcej nie zrobię czegoś podobnego. - gładziłem Jej plecy - Jesteś najlepszy, co mnie w życiu spotkało. Nie potrafiłby nigdy pokochać kogoś tak, jak kocham Ciebie. Myślałem, że bez Ciebie sobie poradzę,że wtedy po stracie Layli będzie mi łatwiej, ale nie potrafiłem, nie mogłem. Żyję dla Ciebie i dzięki Tobie.... Hana. Hana, kocham Cię najbardziej na świecie -dokończyłem szepcząc jej do ucha.
Na swojej klatce piersiowej poczułem jej łzy. Chwyciłem jej twarz w obie dłonie tak,żeby popatrzyła mi w oczy.
- Kochanie... ja nie chcę Twoich przeprosin. Po prostu nie zostawiaj mnie już nigdy więcej, proszę. Ja nie umiem bez Ciebie żyć, ja sobie nie poradzę. Nie umiem, nie chcę - objęła moją twarz dłońmi - Zacznijmy wszystko do nowa. Kochaj mnie od nowa, bądźmy razem do nowa. Zapomnijmy o przeszłości. Tak bardzo Cię kocham i chcę być tylko z Tobą. z Nikim innym. Ty jesteś moim życiem, Piotr - szepnęła łamiącym się głosem. Zacząłem scałowywać łzy z jej policzków. Czułem jak coraz mocniej przywiera do mnie.
- Kocham Cię - oderwałem się od Niej na chwilę i spojrzałem w oczy. W odpowiedzi tym razem to ona mnie pocałowała. Znów trwaliśmy w pocałunku dłuższą chwilę.
- Zrobię coś na śniadanie - powiedziałem po chwili i już chciałem wstać, kiedy to Hana złapała mnie za rękę
- Zostań tu jeszcze ze mną. Proszę. Pozwól mi się sobą nacieszyć. Tak bardzo tęskniłam...
Nie byłem w stanie jej odmówić. Ponownie wsunąłem się pod kołdrę, a Hana ułożyła głowę na mojej klatce piersiowej. Gładziłem jej plecy, a ona kreśliła na moim torsie znane tylko sobie kształty. Było mi tak dobrze. Wiedziałem, że to jest kobieta na całe życie.
- Piotr - szepnęła
- Mhm?
- Kochanie, myślisz, że za jakiś czas będziemy mogli znowu pomyśleć o dziecku? - powiedziała nie przerywając pieszczot
- Tyle razy chciałem Cię o to zapytać, ale nie potrafiłem się zebrać. Kochanie, wiesz, że dla Ciebie wszystko.
Poczułem na swoim torsie pocałunki Hany, które wędrowały ku górze. Nie przestałem gładzić jej pleców. Całowała mój tors, sutki, szyję. Dotarła do ust.
- Kocham Cię jak wariatka. Kochaj się ze mną - szepnęła zbliżając się do moich ust.
Nie pozostałem jej dłużny. Pierwszy przejąłem inicjatywę całując ją zapalczywie jednocześnie ściągając z niej koszulkę. Podniosłem się i posadziłem ją sobie na kolanach. Całowaliśmy się jak nigdy dotąd. Zapalczywie a mimo to z uczuciem miłością i pożądaniem. Zjechałem z pocałunkami do dekoltu Hany. Całowałem jej skórę pomiędzy piersiami i zostawiłem tam malinkę. Ugniatałem starannie najpierw jedną pierś, później drugą. Następnie ręce zamieniłem ma usta. Słyszałem jęki wydobywające się z ust Hany i wiedziałem, że było jej dobrze. Wplotła ręce w moje włosy przyciskając moją głowę jeszcze bardziej do swojego ciała. Położyłem ją na łóżku i całowałem brzuch schodząc coraz niżej i  niżej. Chciałem dać jej totalną rozkosz. Wyginała się łuku pod wpływem moich pieszczot.
Dotarłem do jej kobiecości. Wtedy już szalała. Co chwila krzyczała, a w pewnym momencie zaczęła mówić coś po hebrajsku. Uśmiechnąłem się sam do siebie nie przerywając pieszczot
- Piotr... Piotr, nie wytrzymam dłużej - To było dla mnie jak sygnał do startu.
Podniosłem się i jednym sprawnym ruchem wszedłem w Nią całując przy tym w usta. Oboje rozpadliśmy się na milion drobnych kawałków zatracając się w sobie.
- Kocham Cię! - krzyknęliśmy niemal jednocześnie, resztę okrzyków tłumiąc w dosadnym pocałunku.
To była jedna z tych chwil, w których daliśmy sobie dowód naszej miłości, której nie była w stanie pokonać nawet ta rozłąka.
Kiedy unormowaliśmy swoje oddechy, zgarnąłem Hanę w swoje ramiona i przygryzłem płatek jej ucha.
- Dziękuję - szepnęła. Przymknęła oczy i po omacku szukała moich dłoni. Pomogłem jej i położyłem ja na jej brzuchu. Pocałowała moją lewą rękę po czym splotła palce naszych dłoni ściskając je mocno. Oboje delektowaliśmy się chwilą myśląc o wspólnej już przyszłości...


Trochę cukru na osłodę.
Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Dziecka :)
M

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

UWAGA!

Wiem, zawaliłam, ale miałam trudną sytuację. Nie będę wszystkiego tłumaczyć, bo to nie ma sensu. Za moment zaczynam matury,więc ZAWIESZAM bloga do czasu ich zakończenia.
Wiem, że Was zawiodłam w jakiś sposób, ale musicie mi wybaczyć. Wracam zaraz po maturach. 
Trzymajcie się.
Maja

sobota, 8 marca 2014

Do You?

Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Chyba Nam obojgu było to potrzebne. Takie wyciszenie się przed tym, co czekało na Nas w domu.
Nawet nie zauważyłem, kiedy podjechaliśmy pod moje... NASZE mieszkanie. Wziąłem głęboki oddech, zabrałem swoją torbę z tylnego siedzenia, chwyciłem Hanę za rękę i razem ruszyliśmy na górę. Chodzenie w dalszym ciągu sprawiało mi trochę bólu, ale nie dawałem tego po sobie poznać. 
Weszliśmy do środka. Nic się tu nie zmieniło. Wszystko było dokładnie takie samo. Nawet dywan...
- Przygotuję coś do jedzenia -uśmiechnęła się.
Tak bardzo kochałem ten uśmiech. W tej chwili byłem zły sam na siebie, że tak cholernie ją zraniłem swoim odejściem. Już chciała się odwrócić i iść do kuchni, ale w ostatniej chwili złapałem ją za rękę. Przyciągnąłem do siebie. Staliśmy na twarzą w twarz czując na sobie swoje oddechy. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Jedno chciało wyczytać drugiemu co myśli w tej chwili. Przejechałem ręką po policzku mojej ukochanej. Zadrżała lekko. Zamknęła oczy. Mógłbym patrzeć tak na Nią godzinami. Impuls. Nachyliłem się i lekko pocałowałem jej malinowe usta. Odwzajemniła pieszczotę. Nasze pocałunki z minuty na minute stawały się co raz zachłanniejsze. Tęskniliśmy za tym, za sobą. Oboje.

Położyłem swoje dłonie na jej biodrach i przyciągnąłem do siebie. Chciałem czuć ją całą. Chciałem żeby była tylko moja. Włożyłem jedną rękę pod jej koszulkę i gładziłem plecy.
- Piotr - szepnęła między pocałunkami - sypialnia
Nie czekając ani minuty dłużej chwyciłem ją na ręce. To jednak nie był dobry pomysł. Syknąłem z bólu. Hana pogładziła mój policzek.
-Przecież nie musisz mnie nosić, głuptasie
- Ale zawsze Cię nosiłem. A teraz? Kaleka ze mnie - odpowiedziałem smutny
Pocałowała mnie i pociągnęła za rękę do sypialni. Znowu stanęliśmy na przeciw siebie i wróciliśmy do przerwanej czynności. Pożądanie rosło z każdą sekundą.

*** 
 Czułam się bezpiecznie w jego ramionach. Przy nim. Ciężko oddychałam. Pragnęłam go. Wpiłam się w jego usta. Całowałam go zapalczywie. Na nowo chciałam się nauczyć smaku jego ust, kształtu ciała. Nie mogłam go ponownie stracić. Błądziłam dłońmi po jego torsie. Drażniliśmy wzajemnie sobie podniebienia. Emocje wyłączyły zdrowe myślenie. Piotr gładził delikatnie moją talię. Nawet nie zauważyłam momentu, w którym pozbyliśmy się naszej garderoby. Przejechał dłonią po moim pośladku zataczając palcami malutkie kółeczka.Mierzwiłam jego włosy.On nie pozostał mi dłuzny.
Sprawialiśmy sobie przyjemność co chwilę. Oboje coraz ciężej oddychaliśmy.
- Piotr - wyszeptałam - Kocham Cię
- Ja Ciebie bardziej - szepnął mi do ucha jednocześnie przygryzając je

Opadliśmy na aksamitną pościel nie zaprzestając się całować. Piotr błądził rękoma po moim ciele. Oderwał się na chwilę i popatrzył mi w oczy. Błyszczały. I jego i moje.
Był taki delikatny. Odpływałam. Nic innego się nie liczyło. 
Teraz ja przejęłam inicjatywę. Obsypywałam pocałunkami każdy fragment jego ciała. Chciałam sprawić mu przyjemność. Prowokowałam go i robiłam to z pełną świadomością. Całował mnie zachłannie. Pieścił moje piersi. Wiedziałam, że nie wytrzymam długo.
W jednej chwili poczułam go w sobie. Rozleciałam się na miliony drobnych kawałków. Głośny jęk rozszedł się po całej sypialni. Całowaliśmy się zachłannie. 
Po kilku minutach opadliśmy zmęczeni na łóżko. Leżałam na klacie mojego męża próbując wyrównać swój oddech. 
Czułam, że Piotr gładzi moje plecy rysując tylko znane sobie kształty. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Jego oczy lśniły. Był szczęśliwy. Zresztą ja też. Nachyliłam się i musnęłam jego usta. Ujął moją twarz w dłonie i pogłębił pocałunek.
- Przepraszam - powiedział, gdy już się ode mnie oderwał - Przepraszam za wszystko
- Nie przepraszaj, wiesz, że Cię kocham. Powiedz mi tylko, dlaczego? Dlaczego odszedłeś? Wisz jak ja tęskniłam? Jak się bałam o Ciebie? Jak mi Ciebie brakowało? - wyszeptałam czując łzy na swoim policzku
Otarł dłonią moje łzy i pocałował.
- Po prostu nie mogłem tak dłużej. Winiłem siebie za to, że nie potrafiłem odnaleźć Layli. To już trwało długo, zbyt długo. Nie wytrzymałem - powiedział - Przepraszam Cię, Tak bardzo Cię przepraszam. Nawet nie wiesz jak ja tęskniłem. Jak każdego dnia moje serce się łamało, a chęć ucieczki do Ciebie rosła z każdym dnie na nowo. Wariowałem bez Ciebie, ale mój honor, duma i złość nie pozwalała mi wrócić - szepnął, a po jego policzku spłynęła łza. Scałowałam ją. Wtuliłam się w jego ramiona.
- Kocham Cię, Piotr. Tak bardzo Cię kocham. Nic się nie zmieniło przez te wszystkie lata.
- Ja też Cię kocham, Hana. Najbardziej na świecie . Layla, zawsze będzie w Naszych sercach, cokolwiek by się nie działo, ale musimy zacząć żyć na nowo, Zbudować wszystko od początku. A wiem, że to uda się tylko z Tobą - pocałował mnie w czubek głowy.
- Zawsze chciałam usłyszeć od Ciebie takie słowa. Wyobrażałam sobie tyle razy, że któregoś dnia staniesz w moich drzwiach i powiesz coś podobnego. I w końcu się doczekałam - spojrzałam w jego oczy - Tylko proszę Cię, nie zostawiaj mnie już nigdy więcej.
W odpowiedzi mój ukochany jedynie mnie pocałował. Resztę dnia spędziliśmy na rozmowie, planowaniu i po prostu cieszeniu się sobą...



Kochani, mam nadzieję, ze się spodoba. Nie jestem dobra w pisaniu takich części, to mój debiut ;))
czytajcie, kochajcie, udostępniajcie!
M

piątek, 7 marca 2014

Kochani!

KOCHANI, PRZEPRASZAM!
Next będzie jutro wieczorem, obiecuję! Miałam urwanie głowy w szkole. Matura nie daje mi żyć.
Nie zapomniałam o Was, nie obrażajcie się :)) Pamiętam i tworze w dalszym ciągu!
Dziękuję, że cały czas chcecie to czytać.
Zaglądajcie jutro wieczorem!!!
M

wtorek, 4 lutego 2014

Just be..

Rozdział 10

Obudziły mnie jakieś rozmowy na korytarzu. Otworzyłam oczy, chociaż bardzo tego nie chciałam.Prawie nie czułam swojej lewej ręki. To wszystko przez to, że przed snem Piotr splótł palce naszych dłoni w mocnym uścisku i tak już zostało. Mimowolnie sama uśmiechnęłam się do siebie pod nosem. Podniosłam głowę i spojrzałam na ukochanego. Spał tak spokojnie. Chyba nawet uśmiechał się przez sen. Nachyliłam się i musnęłam lekko jego usta co wcale nie było łatwą sztuką, bo najchętniej pocałowałabym go tak mocno, jak wielka jest moja miłość do Niego. Wstałam powoli z łóżka i wyszłam na korytarz, żeby dowiedzieć się o co chodzi.

- Ale doktorze, przecież to niedorzeczne, żeby odwiedzający spał na jednym łóżku z pacjentem!
- Pani Grażynko, to jest inna sytuacja, proszę zr...
-Doktorze, ja muszę po prostu wykonywać swoją pracę! Ja rozumiem, że doktor Goldb.. doktor Gawryło jest pracownicą szpitala, ale to nie zmienia faktu, że takie są przepisy!

Nie musiałam wychodzić z sali, żeby dokładnie słyszeć całą rozmowę. Momentalnie zrobiłam się cała czerwona i cicho się zaśmiałam. To ja i mój ukochany byliśmy sprawcami całego zajścia. Zaśmiałam się cicho.
- Kochanie? - usłyszałam zaspany głos mojego ukochanego za plecami
- Cii, ja to załatwię - uśmiechnęłam się
Wyszłam po cichu z sali w poszłam w stronę Latoszka i oddziałowej. Stanęłam za plecami Witka i odchrząknęłam lekko. Odwrócił się momentalnie. Już chciał coś powiedzieć , ale umiejętnie mu przerwałam
-Witek, ja Cię przepraszam. Ja wcale nie zamierzałam zostawać na noc. To tak samo jakoś wyszło, po pros...
- Han...
- tu rozmawialiśmy długo i dlat...
- Hana! Spokojnie - Latoszek wybuchnął śmiechem - Nie wyrzucę Cię przecież z pracy za to,że zostałaś na noc w szpitalu z własnym mężem - w dalszym ciągu nie mógł opanować śmiechu. A ja? Cala czerwona dzgnęłam go w bok i z uśmiechem wróciłam na salę ukochanego.
-Znowu coś przeskrobałem? - zapytał jeszcze zaspany
- Jeśli już to przeskrobaliśmy - zaśmiałam się. Piotr spojrzał na mnie zdziwiony a ja po raz kolejny wybchnęłam śmiechem po czym opowiedziałam mu całą historię.

***
Piotr spędził w szpitalu całe 2 tygodnie. Dziś był 1 czerwca. Od kilku minut byłam już w drodze do szpitala. Tym razem nie zostałam na noc,ale uśmiechnęlam się na samo wspomnienie tamtego zajścia. W szpitalu byłam po 20 minutach. Szybko wysiadłam z auta i pewnym krokiem ruszyłam do wejścia. Po drodze wstąpiłam jeszcze do lekarskiego po wypis Piotra,a potem prosto na salę ukochanego. Nie ukrywam,że chciałabym mieć go już jak najszybciej w domu,chociaż wiedziałam,że czeka Nas jeszcze rozmowa.... jednak na razie nie chciałam o tym myśleć. Z uśmiechem na twarzy weszłam do sali. Piotr siedział na łóżku z zamkniętymi oczami. Twarz miał skierowaną do okna,tak,że ciepłe promienie słońca muskały jego skórę. Wpatrywałam się w Niego chwilę,po czym po cichu podeszłam i pocałowałam lekko w usta.
-Mmm, możesz to powtórzyć? - zapytał rozmarzony. Zaśmiałam się cicho i bez zastanowienia nachyliłam się ponownie.
- Najlepszy początek dnia - mój ukochany otworzył oczy i posłał mi ciepły uśmiech. W tak dobrych nastrojach opuściliśmy szpital.
W samochodzie rozmawialiśmy na przeróżne tematy co chwila wymieniając ukradkowe spojrzenia. Nagle do moich uszu doleciał tak dobrze znany mi tekst piosenki
I trudno mi się przyznać,że to wszystko nagle traci sens.
Na głos nie wypowiem,że tęskniłam gdy nie było Cię trochę za długo.

Momentalnie wyciągnęłam rekę i wyłączyłam radio. Nie umknęło to uwadze Piotra.
- Kochanie,coś nie tak?
Zjechałam na pobocze i wyłączyłam silnik. Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do Piotra
- Ta piosenka.. - zaczęłam i już czułam,że po policzkach spływają mi łzy - Słuchałam jej bardzo często, kiedy... kiedy nie było Cię obok mnie - szepnęłam i odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Nie musiałam długo czekać,żeby znaleźć się w ramionach mojego męża. Bardzo tego potrzebowałam. Rozkleiłam się na dobre.
-Przepraszam,że musiałaś przechodzić przez to wszystko sama. Przepraszam Cię Kochnie - powiedział półgłosem. Oderwałam się od niego i pocałowałam namiętne.
-Nie przepraszaj mnie już,po prostu nigdy więcej nie zostawiaj.
Pocałował mnie ponownie,a później zgarnął w swoje ramiona.
-Nigdy. Obiecuję-wyszeptał całując mnie w sam czubek głowy. Trwaliśmy tak chwilę, ale po kilku minutach oderwałam się od Niego niechętnie.
- Wracajmy już do domu. Chcę mieć Cię już tylko dla siebie - uśmiechnęłam sie
- Kocham Cię - powiedział
- Ja Ciebie bardziej - odpowiedziałam posyłając mu pełne miłości spojrzenie. W tak romantycznym nastroju ruszyliśmy dalej do domu, by móc się w końcu nacieszyć sobą.

sobota, 25 stycznia 2014

Please,stay with me...

Rozdział 9

Leżeliśmy oboje wtuleni w siebie. Hana zasnęła. Ja nie mogłem zmrużyć oka. Słyszałem równomierny oddech Hany i co chwila zerkałem na Nią,jakby sprawdzając czy wciąż jest obok. Z każdą upływającą chwilą zgarniałem ją w swoje ramiona jeszcze bardziej.Po prostu się bałem,że znowu ją stracę. Kiedy miałem ją przy sobie blisko, wiedziałem, że wszystko się uda. Była moim oparciem,nadzieją. Zamknąłem oczy. Mimowolnie wróciłem pamięcią do dnia naszego ślubu.

Był piękny lipcowy dzień. Stałem właśnie na środku dużego pokoju, a wokół mnie biegali Witek, Przemek i mój ojciec.Co jakiś czas, któryś z nich poprawiał mi coś w garniturze. A to muszkę, kołnierzyk, albo butonierkę. Na początku się z nich śmiałem, ale potem sam coraz bardziej zaczynałem się denerwować. Poza tym nie mogłem doczekać się chwili, kiedy zobaczę w końcu moją Hanę! Już sobie wyobrażałem jak pięknie będzie wyglądała. Strasznie za Nią tęskniłem! To spędzanie nocy przed ślubem osobno nie było dobrym pomysłem. Rozmarzyłem się. Przypominałem sobie wszystkie nasze wspólne chwile, pocałunki, noce, poranki, wyjazdy. Z każdym wspomnieniem serce biło mi coraz mocniej, a w środku czułem coś takiego, czego nie umiem opisać słowami. To coś niewyobrażalnego. To... To jest po prostu miłość, której nauczyłem się od Hany i będę jej za to wdzięczny do końca życia.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos Witka.
- Piotr... Piotr!
- Tak? Co się stało?
- Rusz się Stary, bo spóźnisz się na własny ślub, a jeśli tak się stanie to Twoja Hana i moja Lena zabiją Nas obu! - powiedział roześmiany Latoszek
- No to już! Wychodzimy w trybie natychmiastowym, doktorze! - krzyknąłem - Bo cholernie się za Nią stęskniłem - dodałem już sobie pod nosem uśmiechając się 
Wszyscy w 4 odświętnie ubrani pojechaliśmy do USC. Przed budynkiem zebrał się chyba cały szpital, na czele z Wiki, która bardzo pomogła Nam w organizacji wszystkiego. Wysiedliśmy z auta i podeszliśmy, żeby przywitać się ze wszystkimi. Dziewczyn jeszcze nie było. Cały czas zerkałem przez ramię i przestępowałem z nogi na nogę. Denerwowałem się, że coś mogło się stać.
- Piotr,przecież przyjadą. Nie denerwuj się tak - szepnęła mi na ucho Wiki
- Przecież się wcale nie denerwuję! - zaprotestowałem
- Jasne, jasne. I wcale nie odwracasz się co chwilę do tyłu, co? 
- Oj, Wiki. Powiem Ci to samo, kiedy będziesz stała tutaj z Zapałą! - dźgnąłem ją w bok ze śmiechem
- Nie gadaj już tyle - zaśmiała się - Teraz już naprawdę odwróć się i zobacz, kto przyjechał.
Odwróciłem się momentalnie i zaparło mi dech w piersiach. Kilka metrów ode mnie stała ONA. Moja Hana. Wyglądała tak pięknie, że nie potrafię tego opisać. Przyglądałem Jej się przez dłuższy czas stojąc bez ruchu.
- No idź do niej, głuptasie - Wiki popchnęła mnie w stronę mojej ukochanej
Zrobiłem kilka niepewnych kroków i w tym momencie Hana uśmiechnęła się tak, jak tylko Ona potrafiła. To zachęciło mnie i upewniło jeszcze bardziej! Pewnym krokiem podszedłem do Niej i objąłem w talii
- Wyglądasz.... wyglądasz obłędnie, Kochanie - szepnąłem jej na ucho i pocałowałem. Od razu poczułem smak niezmiennie malinowego błyszczyka.
- No już! Dosyć tych czułości! Czekają na Nas - Lena podeszła do Nas i rozdzieliła. 
Od razu posmutniałem. Jakby nie patrząc spędziliśmy osobno 24h, a moja tęsknota urosła niewyobrażalnie! Hana mocniej ścisnęła moją dłoń
- Odbijemy to wieczorem, Kocie. Obiecuję - uśmiechnęła się zalotnie. Cmoknąłem ją w policzek i ruszyliśmy w kierunku gości. 

Podczas przysięgi oboje mieliśmy łzy w oczach i mocniej ściskaliśmy swoje dłonie. To była najpiękniejsza chwila w naszym życiu i oboje wiedzieliśmy, że nigdy, ale to NIGDY jej nie zapomnimy. Cokolwiek by się stało, już zawsze będziemy razem, a symbolem tego były dwa złote krążki, które drżącymi rękoma założyliśmy sobie wzajemnie po przysiędze. Od teraz byliśmy jednością. Na dobre i złe. Już zawsze razem...

Ze wspomnień wyrwał mnie głos Hany.
- Piotr... Proszę Cię, zostań.... Piotr! Piotr nie odchodź, błagam Cię! PIOTR! - Hana krzyknęła i z przerażeniem obudziła się, cała zalana potem
- Kochanie - położyłem jej rękę na plecach - Kochanie, jestem tutaj.
- Piotruś... - wtuliła się we mnie i płakała. Serce mi pękało. Wiedziałem, że płacze przeze mnie. Wiedziałem, że wróciło do Niej wspomnienie, kiedy odszedłem i zostawiłem ją zupełnie samą. Czułem jak coraz mocniej wtula się w moje ramiona. Głaskałem ją po plecach i przytulałem. Podniosła głowę i popatrzyła na mnie. Jej piękne oczy były szkliste, ale była w nich... miłość. Nachyliłem się i musnąłem jej usta. "Powitał mnie" jak zwykle malinowy błyszczyk. Ku mojemu zaskoczeniu odwzajemniła pocałunek. Trwaliśmy tak chwilę. Pierwszy go zakończyłem, bo brakło mi już sił. Oderwałem się Hany niechętnie i spojrzałem jej w oczy
- Przepraszam Cię. Tak bardzo Cię przepraszam, że musiałaś przez to wszystko przechodzić. Byłem kretynem. Tak bardzo Cię skrzywdziłem. Przepraszam, Kochanie...
- Cii... Nic już nie mów. Po prostu bądź zawsze -popatrzyła mi w oczy. Po chwili odruchowo zagarnąłem ją w swoje ramiona. Leżeliśmy tak chwilę w ciszy. Po jakimś czasie słyszałem i czułem na sobie równomierny oddech Hany. Zasnęła. Głaskałem ją po włosach, plecach. Tak bardzo nie chciałem,żeby znowu dopadły ją koszmary. Nie mogłem na to pozwolić. Była całym moim światem. Nie mogłem patrzeć jak bardzo się męczy. Zgarnąłem ją jeszcze mocniej w swoje ramiona, pocałowałem w głowę i wtuliłem się w nią, czując jej zapach. Obiecałem sobie, że kolejne dni będą pełne śmiechu i łez... łez radości. W głowie snułem sobie już plan dla mojej ukochanej. Wiedziałem, że muszę jej jakoś wynagrodzić te wszystkie dni, miesiące, lata przez które musiała przejść samotnie.Kochałem ją najbardziej na świecie i tego byłem pewny.



Kochani, Kochani! Studniówka jutro. Wróciłam do domu po 23.00 i nie miałam już kompletnie siły na nic. Mam nadzieję, że się Wam spodoba! Standardowo - CZYTAJCIE,KOCHAJCIE,UDOSTĘPNIAJCIE! :))

sobota, 18 stycznia 2014

I miss You and I love You, honey...

Rozdział 8

W Przemku dosłownie wszystko zagotowało się ze złości. Jak to Piotr wrócił? Po 3 latach tak po prostu wrócił? Patrzył na siostrę z niedowierzaniem, a złość potęgowała się w nim coraz bardziej.
-Zabiję go - wycedził przez zęby i szybkim krokiem ruszył w kierunku szpitala
- PRZEMEK! - wrzasnęła Hana. W jednej chwili pobiegła za bratem - PRZEMEK! Złapała go za rękę w ostatniej chwili i zatrzymała. Stanęła przed nim i wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić.
- Nie rób tego, co chcesz zrobić. Ja go kocham. Nadal go kocham i nie pozwolę mu odejść po raz kolejny - podniosła głowę i spojrzała Zapale prosto w oczy
- Hana, ale on tak Cię skrzywdził. Mam Ci przypomnieć te wszystkie przepłakane dni, noce, depresję? Chcesz tego po raz kolejny?
- Nie pozwolę odejść mu po raz kolejny. Naprawimy to wszystko. Ja nie umiem bez niego żyć, Przemek...
Chłopak odruchowo zgarnął dziewczynę w swoje ramiona. Wiedział, że teraz potrzebuje wsparcia,mimo że nie popierał jej decyzji.
- Wiesz, że go nie znoszę, ale dobrze... nie będę stawał na drodze. Idę do rezydentów. Wpadniesz potem? - uśmiechnął się do siostry
- Jasne, braciszku - odwzajemniła uśmiech - i dziękuję...
Przemek już tylko lekko się uśmiechnął i każdy poszedł w swoją stronę. Hana do ukochanego, a Zapała do rezydentów.

Kiedy weszła na salę byli tam już Latoszek i Van Graff. Hana podeszła do łóżka i lekko pocałowała ciepły już policzek męża. Jednak on dalej był nieprzytomny, ale przecież mieli go wybudzać. Spojrzała pytająco na Witka
- Spokojnie. Jest przytomny, dostał leki i śpi - uśmiechnął się do Goldberg, a ona poczuła jak kamień spada jej z serca.
- Mogę z Nim zostać? Proszę..
- No jasne, Hana. Tylko proszę mi nie męczyć pacjenta! - zażartował Latoszek
- Tak jest Panie Doktorze! - odpowiedziała dziewczyna ze śmiechem

Odprowadziła Latoszka i Van Graffa wzrokiem do drzwi i usiadła przy ukochanym. Chwyciła jego rękę. Była ciepła, co oznaczało, że organizm zaczął się regenerować. Piotr miał obrączkę na palcu. Dopiero teraz to zauważyła. Nie zdjął jej przez te wszystkie lata. Hanie aż zakręciła się łza w oku.
- Piotr, kochanie. Słyszysz mnie? Wróć do mnie, proszę Cię. Zapomnijmy o przeszłości. Zbudujemy wszystko na nowo. Proszę Cię, nie zostawiaj mnie tu samej. Nie pozwolę Ci już odejść. Nigdy. - nachyliła się nad nim i lekko pocałowała.

Spędziła w szpitalu cały dzień. Siedziała ciągle przy ukochanym i mówiła do niego. Późnym wieczorem położyła głowę na jego ręku. Tak bardzo brakowało jej tego dotyku. nawet nie wiedziała, kiedy znużył ją sen.

Nad ranem obudziło ją głaskanie. Tak, ktoś gładził jej włosy. Otworzyła oczy, ale nie podniosła głowy. Musiała przypomnieć sobie gdzie jest i co się dzieje. Myśli przelatywały jej przez głowę. Przemek. Szpital. Latoszek. Piotr. No właśnie! Piotr!
- Hana.. - dobiegł do niej szept. Był tak cichy, że gdyby nie to, że byli sami w sali najpewniej by go nie usłyszała. Podniosła głowę, a serce zaczęło bić jej sto razy mocniej. Piotr. Leżał na tym łóżku i patrzył na nią. Oczy były takie jak zawsze przed tym, kiedy odszedł. Pełne miłości, troski. Hana bezbłędnie potrafiła odczytać wszystko z jego oczu. Tak samo zresztą on - zawsze wiedział, kiedy coś ja trapi.

Siedzieli tak i patrzyli na siebie. Bardzo brakowało im tego obrazu, obserwowania osoby, którą kocha się całym sercem.
- Piotr... - szepnęła przez łzy blondynka. Mężczyzna powoli podniósł rękę i przyłożył palec do jej ust
- Przepraszam Cię, Hana. Za wszystko Cię przepraszam - po jego policzku stoczyła się jedna samotna łza. Hana sama otarła ją opuszkami swych palców, jednocześnie gładząc policzek ukochanego. Nie wytrzymała. Nachyliła się nad nim i pocałowała. Oddał pocałunek. To nie był zwykły całus.Był przepełniony tęsknotą, miłością, pożądaniem. Mimo że Piotr nie miał siły i każdy ruch sprawiał mu ból nie potrafił oderwać się od Hany. Z trudem podniósł jedną rękę i wplótł w jej włosy jednocześnie mocniej do siebie przyciągając.Wpił się w jej usta mocniej, przecież tak bardzo za nimi tęsknił. Nie odrywali się od siebie przez dobrych kilka minut.
Hana pierwsza przerwała pocałunek. Po pierwsze zabrakło jej tchu, a po drugie wiedziała, że Piotr nie może się przemęczać. Spojrzała mu w oczy.
-Tak bardzo za Tobą tęskniłam, Kochanie - szepnęła - Proszę Cię, nie zostawiaj mnie już. Ja nie potrafię bez Ciebie funkcjonować. - łzy ciekły jej strumieniami po policzkach
- Kocham Cię, Hana. Byłam głupi. Nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem. Każdego dnia coraz bardziej,ale po prostu nie umiałem tak żyć - wyszeptał Piotr - Nie chcę Cię już zostawiać. Wybaczysz mi to kiedyś?
- Już dawno Ci to wszystko wybaczyłam, wariacie - Hana lekko się roześmiała - Tylko proszę, kochaj mnie i nigdy nie zostawiaj - powiedziała patrząc mu w oczy.
- Kocham Cię. Kocham Cię jak wariat. Z każdym dniem co raz bardziej. Wytłumaczę Ci to wszystko. Ja...
- Cii - przerwała mu kładąc dłoń na ustach. - Nic nie mów. Nie dzisiaj. Porozmawiamy na spokojnie jak już wydobrzejesz - uśmiechnęła się do niego - A teraz powinieneś odpoczywać. Latoszek mnie zabije, jak się dowie, że Cię tak wymęczyłam - uśmiechnęła się znacząco w jego stronę
- Zostaniesz ze mną? - zapytał
- Oczywiście, że zostanę. Będę tutaj obok cały czas - Hana pogładziła policzek Piotra
Mężczyzna odsunął się na łóżku i zrobił miejsce obok siebie. Lekarka popatrzyła na niego pytająco
- Skoro będziesz tu obok, to chcę żebyś była najbliżej jak się da.
Nie zastanawiając się dłużej, Hana wślizgnęła się do łóżka Piotra i mocno w niego wtuliła.
- Strasznie za Tobą tęskniłam, Kochanie - szepnęła. Ten w odpowiedzi pocałował ją w czubek głowy. Wiedział, że teraz w rękach trzyma cały swój świat. Oboje odpłynęli w głęboki sen mając siebie nawzajem w ramionach.


Tak jak prosiliście - CUKIER :)) Przepraszam Was za te rzadkie nexty, ale matura nie daje mi żyć. 4 rozszerzenia się same nie napiszą :( Postaram się poprawić, ale nic nie obiecuję.
CZYTAJCIE, KOCHAJCIE,UDOSTĘPNIAJCIE! :))